Pomoc z zaświatów, Duch przemawia ustami człowieka.”

Moje zdarzenia w Farmigton w pobliżu Hartford w CT.

Pani Małgorzata długie lata cierpiała na chorą wątrobę. Jak mi oznajmiła, ta choroba była przewlekła. Trwała około15 lat .Było różnie, raz lepiej, raz gorzej. Mieszkała w domku Pani Szili, gdzie pełniła rolę pomocy domowej. Była bliską przyjaciółką mojego znajomego Adama G. Kilkakrotnie była pacjentką szpitala „Jukan” w Hartfort. Sam, osobiście, zawoziłem ją poprzednim razem, gdyż wiła się w silnych bólach, wzywając pomocy. Po wnikliwych badaniach wyniki lekarskie wskazały na marskość wątroby. Ostatnim razem oświadczono jej, że jest za późno na pomoc.

Długo nie pożyje, jest to kwestia paru dni, a może godzin. Kolega powiadomił mnie, że jakbym chciał ją zobaczyć, to muszę to uczynić jak najszybciej, bo jutro może być za późno. Przyjąłem tą wiadomość bardzo boleśnie, to takie przykre, gdy zbliża się koniec życia ziemskiego, dla kogoś znajomego, bliskiego. Zacząłem nieomal natychmiast rozważać nad zmiana jej losu i gdzieś, w głębi mej duszy czułem, wiedziałem, że istnieje dla niej ratunek, ale nie wiedziałem absolutnie, jaki?

Moje rozważania nieustannie przeszywały wnętrze mojego serca. Z głębi duszy pragnąłem jej zdrowia, życia, a wiedziałem, że jest coś do zrobienia. Poczułem się jak zagubiony w głębokim lesie, na różnych kierunkach, ścieżkach, które się wzajemnie przeplatają. W głębi świadomości poczułem ciepły szepczący głos, którego uważnie rozpocząłem nasłuchiwać. Kiedy z wielką uwagą wytężyłem całą swoją świadomość, słyszałem stanowcze zrozumiałe polecenia.

Na początku były niewyrażne,i nie przekonujące, ale kiedy moje pragnienie było silne, gotowe, jednoznaczne niesienia jej pomocy, w raz z pragnieniem słyszałem głos: „ Idź do domu Pani Szili, gdzie mieszka Pani Małgorzata i oznajmij jej, że wyprosiłeś dla niej zdrowie, bo bardzo tego pragnąłeś.

Zrób drobne zakupy, które sprawią miłe wrażenie , uczyń to co ci mówię.”

Słyszałem wyraźny głos intuicji. Jedź do chorej i oznajmij jej prorocze słowa: nie martw się, nie bój się, nie będziesz umierać, a napisany testament, nie będzie ci potrzebny.” Zaraz po zakończonej pracy z New Britain ruszyłem do Farmington przekazać jej tą wprost niewiarygodną depesze.

Pamiętam jak dziś , po dzwonku do drzwi, otworzyła mi gospodyni domu, Pani Szila. Ze zdziwieniem rzekła „Co Pana tu sprowadza?, kontynuowała; to niespodzianka, że Pan tu dziś przyjechał.”

Znała mnie i była zdziwiona, dlaczego właśnie przybywam we czwartek, skoro Małgorzata w tygodniu pracuje, a gości przyjmuje w wolne weekendy, od piątku popołudniu. Oświadczyłem, że chcę zobaczyć Małgorzatę. Pozwoliła i zaprosiła mnie do środka. Była zdziwiona, skąd wiem, że Małgorzata wyszła ze szpitala na swoje żądanie. Jej wolą było umrzeć w domu, a nie w szpitalu. Równocześnie, zawiadomiła o zbliżającej się śmierci rodzinę w Polsce-Łęgu Tarnowskim i wujka księdza w Parafii Wilmatics CT.

Widziałem przerażenie w oczach domowników. Pani Szila oznajmiła lekko podniesionym głosem; -„Małgorzato, ktoś do Ciebie”. Małgorzata odpowiedziała: - „ Słyszę. Wiem, kto jest”. Ale nie dochodziło do spotkania. Zostawiono mnie samego w tym wspaniałym pomieszczeniu, niczym pałacu – wytwornym, bogatym domu. Nastąpiła cisza, jakby nikogo nie było. Wszystko zamilkło, nie dolatywały znikąd głosy. Ja czułem w swoim sercu wielką, promienistą radość, którą pragnąłem jak najszybciej oznajmić chorej Małgorzacie. Usłyszałem, jakby ciche kroki w oddali, które oddalają się ode mnie. Kiedy zbliżałem się, spostrzegłem, że Małgorzata uciekała, resztkami sił przede mną. Zmieniłem kierunek i przechodząc przez pokoje, natrafiła na mnie, wymawiając w niezadowoleniu: -„Co chcesz ode mnie? Tak dziwnie wyglądasz! Nie chcę się z tobą widzieć!” Przemówiłem: -„ Małgorzato, nie lękaj się!”. Trochę uspokojona oznajmiła- wystraszyłam się ciebie. Jakoś tak dziwnie wyglądasz- dodała półszeptem - jakoś jesteś, taki dziwny, w otaczającej cię jasności, jakiś taki inny, strach ciebie widzieć, wyglądasz jak zjawa, czego chcesz? Co cię dziś sprowadza? – powtórzyłem – Małgorzato, przyszedłem oznajmić ci nowinę, - Jaką? - Przerywając mi - nie chcę nic wiedzieć, mam już dość wszystkiego.- Powiedziałem; -„ koniec z twoją chorobą !- Odpowiedziała – wiem, to nie nowina, jestem gotowa do odejścia. Wykrzyknąłem - NIE! Ty będziesz żyć!, Twoja choroba się skończyła! Jutro obudzisz się o 6 rano i będziesz zdrowa! Całkiem zdrowa! Małgorzata zapytała, co z lekarstwami na chorobę wątroby i innymi, powiedziałem: - nie zrozumiałaś, będziesz całkiem zdrowa, zapomnij o chorobie i lekarstwach. W dziwny sposób uwierzyła, i dodając, zapytała czy może jeść ostre rzeczy, przyprawy- dodałem, że tak(stanowczo), że jest całkiem zdrowa.

Po tym oświadczeniu, uzyskała rumieńce na policzkach, chęć życia. Dyskutowaliśmy do późnych godzin nocnych, nie czując zmęczenia ani bólów chorobowych. Jednocześnie oznajmiając gospodyni domu, że gość jest przez nią mile widziany, zmieniając pierwotne zdanie. Następnego poranka Małgorzata obudziła się o 6 rano – CAŁKIEM ZDROWA, wyspana.

Od tego zdarzenia minęło już 20 lat, a pani Małgorzata żyje po dzień dzisiejszy, natomiast symptomy chorobowe NIGDY nie powróciły.

Słowo stało się ciałem i zamieszkało miedzy nami” słowa z Pisma Świętego są niezaprzeczalne.

Zdjęcia

Dowody uzdrowień
Uzdrowienia
Kontakt
Kom: 502-860-658